Dzisiaj byliśmy u weta. Na początek Sona dała się lizać po główce małemu labkowi, a później było już tylko gorzej...nie bardzo podobał jej się zastrzyk, ale najgorsze było obcinanie pazurków, biedna mała fretka cały czas płakała, a mnie przez to wszystko było niedobrze, słabo i bardzo przykro.
Tak wyglądał potworek po strasznym zastrzyku, w transporterze z ulubioną zabawką udaje truposza:
A to zdjęcia z przed chwili:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz