czwartek, 28 czerwca 2012

Dzisiaj byliśmy u weta. Na początek Sona dała się lizać po główce małemu labkowi, a później było już tylko gorzej...nie bardzo podobał jej się zastrzyk, ale najgorsze było obcinanie pazurków, biedna mała fretka cały czas płakała, a mnie przez to wszystko było niedobrze, słabo i bardzo przykro.

Tak wyglądał potworek po strasznym zastrzyku, w transporterze z ulubioną zabawką udaje truposza:



A to zdjęcia z przed chwili:


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz